Londyn tworzy energetyczne imperium

Czasy, gdy w Imperium Brytyjskim nigdy nie zachodziło słońce minęły wraz z początkiem Zimnej Wojny i procesem dekolonizacji. Londyn z trudem dostosował się do nowej, postimperialnej rzeczywistości. Teraz, w szczycie kryzysu finansowego, skutecznie tworzy podwaliny przyszłego sukcesu gospodarczego. Będzie się on opierał na ropie naftowej i gazie ziemnym z Libii, Falklandów oraz, być może, Somalii. Brytyjska dyplomacja jest w tej kwestii bardzo agresywna. I skuteczna.

Czasy, gdy w Imperium Brytyjskim nigdy nie zachodziło słońce minęły wraz z początkiem Zimnej Wojny i procesem dekolonizacji. Londyn z trudem dostosował się do nowej, postimperialnej rzeczywistości. Teraz, w szczycie kryzysu finansowego, skutecznie tworzy podwaliny przyszłego sukcesu gospodarczego. Będzie się on opierał na ropie naftowej i gazie ziemnym z Libii, Falklandów oraz, być może, Somalii. Brytyjska dyplomacja jest w tej kwestii bardzo agresywna. I skuteczna.

Warto pamiętać, że to Wielka Brytania, wraz z Francją, była głównym promotorem interwencji w Libii, której celem była ochrona ludności cywilnej w zrewoltowanym Bengazi. Rzeczywistym celem operacji było jednak przejęcie kontroli nad libijskimi zasobami surowców energetycznych. Co prawda Londyn potrafił dogadać się z pułkownikiem Kaddafim, a nawet oddał mu zamachowca z Lockerbie w zamian za lepsze układy gospodarcze, ale Brytyjczycy wyczuli, że można sięgnąć po więcej. Dogadali się z Francuzami, z którymi mają najlepsze od lat relacje (nie zmienia tego trudna współpraca w ramach Unii Europejskiej) oraz wspólne interesy.

Nowe serdeczne porozumienie, XXI-wieczna entente cordiale, pozwala byłym globalnym mocarstwom realizować własne interesy, mimo rosnącego znaczenia Azji. Chiny czy Indie nie wyślą przecież własnych wojsk, aby wsparły zmianę reżimu w Libii. Nie tylko nie leży to w ich doktrynie politycznej, bo tą można zawsze zmienić, ile nie mają do tego odpowiednich środków ani doświadczenia. To może się zmienić w obecnym stuleciu, lecz na pewno nie od ręki, czyli niezbyt szybko.

Brytyjczycy nie poprzestali na spacyfikowaniu Kaddafiego. Od razu przerzucili się na inne regiony świata, gdzie można wydobywać ropę i dobrze na tym zarabiać. Pod koniec lutego, bodaj 23 dnia tego miesiąca, odbyła się w Londynie konferencja w sprawie przyszłości Somalii. Jeśli zapanuje tam pokój, a aktualnie wydaje się, że jest do tego bliżej niż kiedykolwiek (a jednak nadal bardzo daleko, o czym już tutaj pisałem), Brytyjczycy chętnie wesprą somalijski rząd w zamian za prawa do wydobycia ropy dla brytyjskich firm. Układ jest czytelny.

W międzyczasie Londyn systematycznie rozwija eksplorację dna morskiego wokół Falklandów/Malwinów, wysp położonych ok. 500 km na wschód od Argentyny. Argentyńczycy roszczą sobie pretensje do tychże wysp, a w 1982 roku stoczyli z Brytyjczykami krótką wojnę, którą z kretesem przegrali. Roszczenia mają wątpliwe podstawy, gdyż wyspy przechodziły z rąk do rąk, natomiast odkryli je i najdłużej kontrolowali właśnie Brytyjczycy. Jednak w 1982 roku ówcześnie rządząca w Buenos Aires junta próbowała odwrócić uwagę obywateli od fatalnego stanu gospodarki udaną interwencją i pobiciem gringos, a teraz - wiadomo - chodzi o ropę naftową. O dużo ropy naftowej, gdyż zasoby sięgają przynajmniej 8 mld baryłek, a mówi się nawet o 60 mld. Mieszkańcy Falklandów, a jest ich z grubsza 3 tysiące, już teraz liczą przyszłe miliony, które uzyskają z wydobycia ropy i gazu.

Odkąd w kontekście Falklandów pojawiła się ropa, Argentyna odgrzewa stary kotlet swojego rzekomego zwierzchnictwa nad wyspami i buduje wokół Wielkiej Brytanii mit pazernego kolonizatora, a także złodzieja argentyńskich bogactw naturalnych. Mimo braku lotniskowca (ostatni oddano rok temu, nowy pojawi się dopiero za kilka lat, aktualnie Brytyjczycy mogą korzystać z francuskiego - na podstawie zawartej w 2010 roku umowy) Londyn ani myśli ustępować Argentynie. Stanowisko Brytyjczyków jest jasne: "Status Falklandów nie podlega negocjacjom, natomiast chętnie będziemy współpracować z Argentyną". Znając Brytyjczyków, nie ustąpią w sytuacji, gdy ich zasoby ropy naftowej mogą się przynajmniej podwoić (różne są szacunki obecnych zasobów WB - od 2,5 do ponad 5 mld baryłek, a niektóre szacunki twierdzą, że z Morza Północnego da się wydobyć jeszcze ponad 20 mld baryłek).

W szczycie kryzysu, który mocno dotknął także Wielką Brytanię, kraj ten odważnie i konsekwentnie realizuje strategię, która w przyszłości przyniesie pewne i stabilne zyski. Nic tylko podziwiać i, w miarę możliwości, kopiować.

Piotr Wołejko
Trwa ładowanie komentarzy...