O autorze
Jestem absolwentem prawa na Uniwersytecie Warszawskim, ekspertem ds. międzynarodowych i stałym współpracownikiem tygodnika "Polska Zbrojna". Interesuje mnie praktycznie wszystko co dzieje się poza granicami naszego kraju. Specjalizuję się w problematyce bezpieczeństwa międzynarodowego, geopolityce i sprawach globalnych. Od grudnia 2006 roku prowadzę blog Dyplomacja, jestem także założycielem portalu PolitykaGlobalna.pl

Opisywane wydarzenia analizuję z punktu widzenia realistycznej teorii stosunków międzynarodowych, a za wzór stawiam sobie postaci takie jak Kenneth Waltz, John Mearsheimer czy Stephen Walt. Patrzę na świat i relacje międzypaństwowe pragmatycznie i daleki jestem od idealizowania. Na blogu będę zmieniał kraje i kontynenty niczym rękawiczki, zawsze pisząc o wydarzeniach ważnych, chociaż niekoniecznie znajdujących się aktualnie na czołówkach największych mediów.

Polityka hokejowa

Hasłem polskiej polityki na dziś stało się odebranie Białorusi praw do organizacji Mistrzostwo Świata w hokeju na lodzie. Hokej jest sportem numer jeden u naszego wschodniego sąsiada, a prezydent Łukaszenka odgrywa rolę hokeisty numer jeden w swoim kraju. A że rządzi twardą ręką, za nic mając prawa człowieka i wolności obywatelskie, należy mu mistrzostwa odebrać. Czy to się może udać?

Żaden ze mnie znawca hokeja, natomiast szybki rzut oka na ranking Międzynarodowej Organizacji Hokeja na Lodzie (IIHF) pozwala zlokalizować Białoruś na globalnej mapie tego sportu. Jedenasta pozycja Białorusi na świecie nie jest wielkim powodem do dumy, jednak w porównaniu z Polską (23. pozycja) Białoruś jest potęgą. Spośród byłych republik radzieckich tylko Rosja (lider rankingu) ma lepszą drużynę.



Były więc podstawy sportowe, by przyznać Białorusi organizację mistrzostw. Dyscyplina jest popularna, drużyna narodowa całkiem niezła, jest gdzie i dla kogo grać. IIHF podjęła decyzję w 2008 roku. Zarówno wtedy, jak i dzisiaj, na Białorusi nie było demokracji, opozycjoniści byli aresztowani i sądzeni w pokazowych procesach, a następnie skazywani na wieloletnie wyroki.

Owszem, w międzyczasie odbyły się "wybory" prezydeckie (2010 rok), po których na działaczy i polityków opozycyjnych (w tym rywali prezydenta w wyborach: Uładzimira Niaklajeu i Andrieja Sannikowa) spadła fala represji. Nie było to jednak nic nadzwyczajnego, jak na białoruskie standardy. Ot, kolejny raz Łukaszenka umizgiwał się do Europy, by w efekcie pokazać jej gest Kozakiewicza i zachować się po swojemu.

Warto pamiętać o tym kontekście, gdyż trudno rozpatrywać dzisiejsze wezwania polskich polityków bez rozeznania w sytuacji. Dlatego trzeba powtórzyć: na Białorusi zarówno w 2008 roku (moment podjęcia decyzji przez IIHF), jak i dziś, panują zbliżone warunki polityczno-społeczne. Żyje się biednie, a władza trzyma obywateli za gardło. Dopóki nie mieszają się w politykę, nikomu nic się nie dzieje. W innym przypadku trzeba się liczyć z represjami. To samo tyczy się mniejszości narodowych, głównie Polaków na Białorusi.

Odebranie Białorusi prawa do organizacji mistrzostw byłoby poważnym ciosem w dumę narodową i prestiż władz. Nie czarujmy się jednak, że to cokolwiek zmieni w sytuacji obywateli - nagle nie rozpocznie się demokratyzacja, nie zostanie wprowadzona wolność słowa, zgromadzeń etc. Łukaszenka szybko obróci klęskę na swoją korzyść, przedstawiając Polskę i inne kraje, które wsparłyby nasze starania, jako wrogów Białorusi. Wróg zewnętrzny dobrze się sprzedaje i takie zachowanie Łukaszenki można z łatwością przewidzieć.

Trudno spekulować, czy IIHF zdecyduje się na zmianę decyzji odnośnie organizatora mistrzostw w 2014 roku. Do tej pory organizacja nie ugięła się pod presją ze strony znacznie silniejszych graczy, jak Kongres USA czy Parlament Europejski. Co, jeśli IIHF nie zmieni zdania? Zawsze można mistrzostwa zbojkotować. Różne imprezy sportowe, w tym igrzyska olimpijskie, padały już ofiarą bojkotu. Jednak taki bojkot musi być w miarę powszechny, a suwerenna decyzja Polski o nieuczestniczeniu w białoruskich mistrzostwach niczego nie zmieni. Ba, nikt tego nie dostrzeże. Nie wiem, czy Polska w ogóle - ze względów sportowych - mogłaby na te mistrzostwa wysłać swoją reprezentację.

Warto wywierać presję na autorytarny reżim, warto pozbawiać go okazji do ogrzewania się w cieple międzynarodowego prestiżu, jakim niewątpliwie jest organizacja imprezy rangi mistrzowskiej w popularnej dyscyplinie sportu. Jeśli nie uda się powstrzymać organizacji imprezy, warto namawiać do jej bojkotu i działać aktywnie na tym polu. Jednocześnie należy pamiętać, że to tylko gesty, które nie zmienią sytuacji politycznej na Białorusi. Nie łudźmy się, że jest inaczej.

Piotr Wołejko
Trwa ładowanie komentarzy...