Cybernetyczny wyścig zbrojeń

Od połowy XX w. posiadanie broni jądrowej zapewniało poczucie bezpieczeństwa i było wyznacznikiem siły militarnej, a przez to także politycznej, na świecie. Obecnie przewaga "starych" mocarstw rodem z poprzedniego stulecia maleje, a wszystko za sprawą intensywnego rozwoju działań w sieciach informatycznych, składających się na tzw. triadę informatyczną.

O triadzie informatycznej pisałem więcej w sobotę na Dyplomacji, gdzie odsyłam zainteresowanych Czytelników. O cyberwojnie można było przeczytać natomiast w ostatnim numerze tygodnika "Polska Zbrojna" (11/2012). Teraz należy więc zwrócić uwagę na kilka kluczowych kwestii.

Dyskusja o cyberwojnie rozpoczęła się na nowo po publikacji raportu przygotowanego przez amerykański koncern zbrojeniowy Nortrop Grumman dla specjalnej komisji Kongresu, traktującego o rozwoju informatycznego potencjału Chin. Znów wyszło, jakie te Chiny złe i groźne. To bardzo popularne, w szczególności w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie lubią się czegoś bać. Dziś boją się dynamicznie rozwijających się Chin czy irańskich ajatollahów. Dziwnym trafem suma wszystkich strachów przekłada się na wymierne zyski tzw. kompleksu przemysłowo-militarnego, czyli ogromnych koncernów zbrojeniowych. Warto przyglądać się wszelkim doniesieniom o "zagrożeniu bezpieczeństwa/interesu narodowego USA" przez ten właśnie pryzmat.

Nie tylko Chińczycy rozwijają potencjał cybernetyczny i nie tylko z Chin wywodzą się ataki hakerskie. Kiedy Chińczycy włamują się do sieci informatyczych/komputerów wspomnianych wyżej koncernów zbrojeniowych bądź instytucji państwowych (np. Pentagonu), to źle. Kiedy zaś przygotowany przez USA i Izrael (jak się powszechnie uważa) robak Stuxnet spowalnia prace irańskich wirówek, to dobrze. Może z naszego, zachodniego punktu widzenia, tak właśnie jest. Nie chcemy w końcu, by powiększyło się grono atomowych potęg, a kradzież zaawansowanych technologii zasługuje na potępienie. Z punktu widzenia Iranu czy Chin jest jednak odwrotnie.

Bardzo zaawansowane w rozwoju możliwości prowadzenia cyberwojny są same Stany Zjednoczone, gdzie istnieje (powołane w 2008 r.) odrębne dowództwo ds. wojny w cyberprzestrzeni. Rosja, Izrael czy Iran także robią wiele, aby nie pozostać w tyle w wyścigu cyberzbrojeń.

Posiadanie możliwości zaatakowania przeciwnika bez ani jednego wystrzału to pociągająca perspektywa. Jest to typowy asymetryczny środek walki, który pozwala mniejszym i biedniejszym państwom napsuć krwi i nerwów wielkim mocarstwom. Taki prztyczek wymierzył Ameryce Iran, przejmując w grudniu ub.r. kontrolę nad dronem latającym nad irańskim (a może nawet afgańskim) niebem i sprowadzając go na ziemię. Jednak z asymetrycznych środków mogą korzystać także aktorzy niepaństwowi. Korporacje, grupy przestępcze, organizacje terrorystyczne - to tylko niektórzy spośród innych chętnych i zainteresowanych wykorzystaniem cyberbroni do swoich celów.

Piotr Wołejko
Trwa ładowanie komentarzy...