Republikanów czeka długi marsz

Rywalizacja o republikańską nominację prezydencką przebiega według scenariusza długiego marszu. Liderami sondaży byli już praktycznie wszyscy uczestnicy batalii, a główny lider (Romney) przeżywa nieustanne zapaści. Do magicznej liczby 1144 delegatów na letnią konwencję partyjną w Tampie, którzy zatwierdzą kandydata na prezydenta Romneyowi brakuje nadal blisko 700 głosów. Kalendarz prawyborów i determinacja rywali wskazują, że walka potrwa długo. A i tak wygra Obama.

We wtorkowych (13.03) prawyborach w dwóch południowych stanach Alabama i Mississippi zwyciężył pupil konserwatystów Rick Santorum. Zebrał 1/3 głosów. Romney dał się wyprzedzić, co prawda o włos, ale jednak, Newtowi Gingrichowi - byłemu pupilowi konserwatystów. Wyniki pokazują, że Romney nadal nie cieszy się zaufaniem wyborców przywiązanych do tradycyjnych wartości i będzie dla nich wyborem numer dwa podczas listopadowego głosowania. Nie można jednak przeceniać wyników z tych dwóch stanów, gdyż od wyboru Jimmy'ego Cartera w 1976 roku, zawsze wygrywali w nich kandydaci republikańscy. Nawet wtedy (1992 i 1996), gdy kandydatem demokratów był południowiec Bill Clinton (gubernator Arkansas).

Najbliższe prawybory odbędą się 17 marca w Missouri. Mało ważny stan, który demokraci zdobyli ostatnio w 1996 roku podczas reelekcji Billa Clintona. Później zadecydują mieszkańcy Illinois, co jest o tyle nieistotne, że to rodzinny stan Obamy, w którym wygraną ma w kieszeni. Następnie Louisiana, kolejny mało istotny stan, do tego zdobyty ostatnio przez demokratów w 1996 roku.

Naprawdę ważne są prawybory w Pennsylwanii, który to stan co jakiś czas zmienia swoje preferencje i może przeważyć o wyniku wyborów na korzyść jednego z kandydatów w listopadzie. Jednak od 1988 roku i wygranej Georga Busha seniora republikanie w Pennsylwanii nie wygrali. Romney może mieć poważny problem z Pennsylwanią, gdyż to rodzinny stan Santoruma. Aktualnie prowadzi on w sondażach z 15-procentową przewagą nad Romneyem.

Kalendarz nieubłaganie wskazuje na długi marsz do końca i ciułanie delegatów do pierwszego tygodnia czerwca, gdy znane będą już wyniki z Kalifornii i Teksasu. W perspektywie listopada, oba stany są już i tak zaklepane. Pierwszy stan zagłosuje za Obamą, drugi za kandydatem republikanów, bez znaczenia jest tu jego nazwisko.

Słabość Romneya, którą jest niewielki entuzjazm republikańskiej konserwatywnej bazy, będzie więc widoczna w pełnej krasie jeszcze przez 8-10 tygodni. Santorum raczej się nie wycofa. Nie może, gdyż dostaje naprawdę spore poparcie od wyborców. Rezygnacja w tym momencie byłaby wyrazem braku szacunku dla swojego elektoratu. Przewaga Romneya w liczbie delegatów wynosi co prawda ponad 200 głosów, ale nie dobrnęliśmy jeszcze nawet do połowy wyścigu. Do zdobycia pozostało blisko 1400 delegatów.

Długi marsz zawsze jest krytykowany przez specjalistów od kampanii, gdyż uważają oni, iż wyniszczająca walka w łonie danej partii dzieli jej zwolenników i jest prezentem dla przeciwnika. Tym bardziej, gdy kandydat rywali jest znany, a jego pozycja nie podlega dyskusji. Obama zaciera więc ręce, natomiast sam walczył do czerwca z Hillary Clinton w 2008 roku. Wtedy republikanie mieli już swego kandydata, Johna McCaina. Niewiele mu to pomogło. Niechęć do republikanów po fatalnych ośmiu latach rządów Busha juniora oraz ogromne pieniądze Obamy niemal zmiotły McCaina w listopadzie.

Teraz Obama spokojnie czeka na przeciwnika, zbiera fundusze i uważnie obserwuje sondaże. Rywale się wykrwawiają, chociaż nie przeceniałbym tego czynnika. Wyborcy republikańscy i tak w zdecydowanej większości poprą reprezentanta swojej partii. Ważniejsze jest, kogo poprą wyborcy niezależni, którzy nie afiliują się przy żadnej z dwóch partii. Wydaje się, że Romney może liczyć na większe poparcie niż Santorum w tej właśnie grupie wyborców.

A jaki będzie wynik w listopadzie? Na prywatny użytek dokonałem szybkich obliczeń i Obama zdobędzie przynajmniej 300 głosów elektorskich (w 2008 roku uzbierał 365 wobec 173 Johna McCaina) i pozostanie w Białym Domu do 2016 roku.

Piotr Wołejko
Trwa ładowanie komentarzy...